Poseł Abramowicz: Handel przelicytował ws. zakazu handlu w niedziele. Teraz przegra

Sądzę, że ta propozycja nie przejdzie. Tu nie chodzi tylko o samych pracowników, lecz o zachowanie pewnej formy, pewnej filozofii dnia wolnego. Uważam, że gdyby środowisko handlowe jednym głosem stanęło za rozwiązaniem, które konsultowane było na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego – czyli pozostawieniu handlu we wszystkie niedziele, do godziny 13 - to byłyby szanse na wprowadzenie właśnie takiego wariantu. W początkowym okresie poparcie było deklarowane przez handel, a potem jakoś dziwnie się to rozmyło. Teraz uważam, że największe szanse ma pomysł stopniowego wprowadzania zakazu handlu, począwszy od podziału na dwie niedziele wolne plus dwie niedziele robocze w miesiącu.

Po czym pan wnioskuje, że właśnie taki wariant ma największe szanse? Po rozmowach z osobami decyzyjnymi z pana partii?

Nie powiem panu, po czym tak wnioskuję. To jest moje przekonanie, ale najprawdopodobniej właśnie tak będzie. Dziwię się środowisku handlowemu, bo jeżeli był wypracowany pewien kompromis (handel do godz. 13 – dop. red.) i był on akceptowany przez wszystkie formaty, a teraz środowisko wysuwa następny postulat, to za moment okaże się, że „będzie tak, jak ma być”. Czyli dwie niedziele handlowe i dwie niedziele wolne.

Prace nad ustawą w Sejmie, licząc od momentu wniesienia projektu do laski marszałkowskiej, ciągną się już od dziewięciu miesięcy. Kiedy należy spodziewać się ich zakończenia?

Jeżeli tylko zapadnie decyzja polityczna, to będzie błyskawiczna reakcja. Ale obawiam się, że handel właśnie „przelicytował” i potem będzie płakać nad rozlanym mlekiem. Trudno, nie jestem w stanie zrozumieć takiego działania. Ale przypomnę, że podobnie było z podatkiem handlowym. Tam wygrali, bo doprowadzili do tego, że była progresja i ostatecznie Komisja Europejska zareagowała. Ale tutaj przegrają.

Kiedy decyzja polityczna może zapaść i dlaczego wciąż jej nie ma?

Tego nie wiem, bo nie ja ją wydaję. Ale jak zapadnie, to będzie „błysk”; handlowcy nawet się nie zorientują, a przepisy wejdą w życie.

Czy 1 stycznia 2018 r. jako moment rozpoczęcia obowiązywania ustawy to data wciąż realna?

Tak, jak najbardziej realna. Nie wiem, z jakich powodów decyzja jeszcze nie zapadła, ale wkrótce zapadnie. A jak już zapadnie, to sprawę uda się zakończyć błyskawicznie. Poseł Śniadek zapowiadał, że jeszcze przed wakacjami zwoła posiedzenie podkomisji. Ale może je zwołać po to, żeby sobie porozmawiać…

… albo żeby oficjalnie zostać przewodniczącym…

… albo żeby zakończyć dyskusję. Jednak aby do tego doszło, musi zapaść decyzja na wysokim szczeblu.
Związkowcy coraz głośniej narzekają na to, że prace nad ustawą trwają długo. Ich zdaniem – za długo.
Ja się im nie dziwię. Gdyby chodziło tylko i wyłącznie o sprawy techniczne, to podkomisja zbierałaby się trzy razy w tygodniu i temat by się zakończył. Ale chodzi o coś więcej. Kto zna się na polityce, wie, o co chodzi.

Co wydarzyło się po ostatnich konsultacjach projektu ustawy w ramach posiedzenia pana zespołu parlamentarnego? Przedstawił pan jakieś rekomendacje Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej?

Oczywiście, złożyłem sprawozdanie do ministerstwa i do naszych władz.  W mojej ocenie, sklepy powinny zostać zamknięte we wszystkie niedziele, bez żadnego wyjątku, bo te wyjątki, które są w projekcie ustawy, spowodują, że będzie wiele kłopotów. Jednak nawet jeśli ustawa będzie z wyjątkami, to i tak jestem zwolennikiem zamknięcia sklepów we wszystkie niedziele. Tyle że póki nie ma decyzji na „maksymalnym” poziomie, póki dyskutujemy o tym, czy lepsze dwie niedziele zamknięte i dwie wolne, czy handel do godz. 13 w każdą niedzielę, to ja ewidentnie jestem przekonany, że lepsze jest to drugie rozwiązanie. Ono zapewnia wszystko, o czym mówią postulaty ze strony pracowników.

Dwa plus dwa zawsze równa się cztery. Cztery zmiany do godziny 13 w miesiącu to to samo, co cztery zmiany w miesiącu przy systemie pracy w co drugą niedzielę, po dwie zmiany. Liczba osób potrzebnych do pracy będzie identyczna. Związkowcy mówili o tym, że problematyczne są dla nich dojazdy, ale przecież do pracy i tak i tak muszą dojechać.

Czy handel w każdą niedzielę do godz. 13 jest tym, co pan zarekomendował ministerstwu po konsultacjach?

Tak, bo wydawało się w pewnym momencie, że było porozumienie wszystkich kanałów i że handlowcy wolą mieć ciągłą pracę sklepów, w każdą niedzielę. Dlatego dziwię się, że handlowcy próbują teraz jeszcze „przelicytować”. Naprawdę dziwię się ich nowej propozycji.  Ustaliliśmy przecież jedną rzecz i ona była akceptowalna dla wszystkich oprócz związkowców. A teraz nowa propozycja, idąca dalej, już na pewno nie będzie dla związkowców do zaakceptowania. Wiadomo, że w takim wariancie pracodawcy będą zatrudniali na niedzielę osoby na umowę-zlecenie i pracownicy mniej zarobią.

Myśli pan, że skończyłoby się tak, jak z pracą w sklepie w święta?

Dokładnie tak. I pracownicy ewidentnie mniej zarobią. Związkowcy nigdy tego pomysłu nie poprą, a handlowcy pchają się w następną inicjatywę, która nie ma w ogóle żadnych szans, rozkładając poprzednią, którą już jakby uzgodniliśmy.

Wspomniał pan o tym, że przy wariancie handlu w niedziele dozwolonego tylko do 13, o tej godzinie zamykane powinny być absolutnie wszystkie sklepy, bez wyjątków. A co z podmiotami takimi jak stacje paliw czy apteki?

Stacje paliw zostają.

To już mamy pierwszy wyjątek. Ile powinno ich być?

W przypadku stacji paliw musielibyśmy zapisać jakieś ograniczenie. Trzeba by usiąść i pomyśleć, jak to zrobić, żeby w momencie wprowadzenia ograniczenia nikt nie dobudowywał dwóch dystrybutorów do marketów, by dzięki temu sklep mógł być otwarty.

Wyjątek powinien dotyczyć również aptek i oczywiście dystrybucji. Jestem przeciwnikiem ograniczania pracy dystrybucji, bo wtedy zrobimy nie jeden dzień wolny, lecz dwa – w poniedziałek byłyby puste sklepy. Mam na myśli dystrybucję nie w sensie dowożenia, bo to akurat możemy uregulować, tylko przygotowywania zamówień. Jakby dowożenie było możliwe w niedziele, to musiałby być pracownik, który musi przyjąć towar. Chodzi mi o sam fakt przygotowywania towaru, który może wyjechać w poniedziałek rano.

Co jeszcze chciałby pan zmienić w projekcie ustawy?

Dla mnie głównym mankamentem są liczne wyjątki. Musimy w końcu zdecydować, co robimy. Myślę, że tego projektu Solidarności poprawić – w sensie: uszczelnić – się za bardzo nie da.

To znaczy, że posłowie PiS albo MRPiPS przygotuje własny projekt ustawy?

Tego nie powiem, bo nie jestem decydentem. Ale moim zdaniem powinien powstać nowy projekt ustawy, prosty jak konstrukcja cepa. Do 13 otwarte powinno być wszystko bez wyjątku, a po 13 wszystko zamknięte, za wyjątkiem aptek i stacji paliw.

Źródło:https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/posel-abramowicz-handel-przelicytowal-ws-zakazu-ha,40846/3