Wielka reforma podatkowa PiS osierocona

- Prima aprilis już minęło. Takie rewolucje w podatkach wprowadza się z głową, z przygotowanymi opiniami ekspertów. A ten projekt, delikatnie rzecz ujmując, jest nierealny. Zabiłby mały biznes - krytykuje zapowiadane zmiany Michał Borowski, ekspert ds. podatkowych z BCC. Przypomnijmy, że poseł Abramowicz zapowiedział reformę, która kończyłaby ze składkami ZUS, PIT i CIT dla firm. W wyniku połączenia wszystkich składek przedsiębiorstwa płaciłyby jeden podatek w wysokości 25 proc. od całego funduszu płac. W efekcie ktoś, kto dziś zarabia na rękę np. 3 tys. zł, po zmianach miałby otrzymać 3 tys. 750 zł. Średnio, jak wyliczał Abramowicz, nasze płace miałyby wzrosnąć od 25 do 30 proc. Ale to nie wszystko. Poseł przyznał również, że zmiana wiązałaby się z ubytkiem dochodów państwa, dlatego władze wprowadziłyby 1,5 proc. podatek obrotowy (czyli od przychodów), płacony przez płatników CIT. Przedsiębiorcy rozliczający się PIT-em płaciliby podatek przychodowy na wzór obecnego podatku ryczałtowego ze średnią stawką w wysokości 3,6 proc. Podatek obrotowy zabiłby polski biznes Takie rozwiązania to mydlenie ludziom oczu, grzmią eksperci. - Nie jest nigdzie napisane, że te 25 proc. zaoszczędzone przez pracodawcę z kosztów pracy, poszłoby na wynagrodzenia. To jest typowe myślenie życzeniowe. Firmy muszą jeszcze inwestować, przeznaczać kapitał na inne środki - mówi nam Michał Borowski. Ale akurat kwestia niepewności płac, to najmniejszy problem. Znacznie większym jest proponowany 1,5 proc. podatek obrotowy. Byłyby z nim same kłopoty, bo opodatkowanie przychodów firm ma znacznie więcej wad niż zalet. Poza tym już na jednym podatku obrotowym rząd się poważnie potknął - chodzi o podatek handlowy. Zacznijmy jednak od początku. Po pierwsze, taki podatek prowadzi do tego, że państwo nie przelicza dochodowości danego biznesu, tylko nalicza daninę wszystkim po równo. To rodzi olbrzymie zagrożenie. Dochody i przychody są przecież zupełnie różnymi pojęciami. Skąd ten niepokój? Ponieważ jeśli np. dany przedsiębiorca miałby obrotu 10 mln zł, a kosztów 9,9 mln zł i zarabiałby na czysto ok. 100 tys. zł., musiałby on zapłacić 1,5 proc. od 10 mln, a nie od tego, ile realnie zarobił. W jego przypadku podatek wyniósłby 150 tys. zł. A to jest równoznaczne z bankructwem. Podatek promowałby więc wysokomarżowe branże, a te pracujące na niskich rentownościach szybko posłałby do biznesowego piachu. - Podczas wprowadzania podatku handlowego, który również miał bazować na obrotach firm, zrobiono analizy dochodowe małych sklepów osiedlowych. Tam rentowność jest na poziomie jednego lub poniżej nawet jednego procenta. Nałożenie na te sklepy spożywcze podatku od przychodu, po prostu zabija ten biznes - tłumaczy ekspert BCC. Co więcej, danina nie ominęłaby także działających na skraju bankructwa kopalń, bądź firm, które dopiero się rozwijają i dużo inwestują, przez co nie wykazują zysku netto. Podatek obrotowy w najlepszym wypadku podciąłby im skrzydła, a w najgorszym doprowadził do szybkiej plajty. Podatek obrotowy - im mniej pośredników, tym lepiej Także Radosław Piekarz, ekspert podatkowy w Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego nie pozostawia na proponowanej daninie suchej nitki. - Podatek ten ma wiele wad. Przede wszystkim jest łatwy do uniknięcia i byłby bardzo szkodliwy dla polskiego biznesu. Jest to podatek kaskadowy, pobierany na każdym szczeblu obrotu danym towarem, co oznacza, że w lepszej sytuacji są podmioty duże zamawiające towary bezpośrednio u producenta oraz importerzy - wyjaśnia specjalista. I tutaj pojawia się kolejny zarzut. Bo podatek obrotowy musiałby zapłacić i hurtownik, i producent, i dostawca, i sprzedawca. Czyli im dłuższy łańcuch dostaw, tym mniej konkurencyjna byłaby firma, która finalnie sprzedaje dany towar. Dodatkowo, skoro każdy po drodze musiałby oddać państwu część przychodu, produkty byłyby znacznie droższe. Zyskiwaliby więc ci, którzy optymalizowaliby koszty. A to prowadzi już do albo koncentracji firm na rynku, albo wyeliminowania małych przedsiębiorców kosztem dużych sieci. Skutki zupełnie zaprzeczyłyby hasłom, które głośno, od początku swojej kadencji, podnosi Prawo i Sprawiedliwość, czyli ochrony polskich, małych producentów. Rozwiązania uderzyłyby jednak nie tylko w małe firmy, ale także i te średnie, szczególnie zajmujące się tzw. outsourcingiem. Skąd taki wniosek? Odpowiedź jest prosta. Firmy dążyłyby do zintegrowanego systemu, bo w przeciwnym wypadku na każdym jego etapie musiałyby płacić 1,5 proc. podatek. Dlatego też przedsiębiorstwa, które zajmują się usługami czy produkcją oraz pracują dla zewnętrznych firm, nie byłyby już tak atrakcyjne, jak teraz. Reforma podatkowa PiS mogłaby doprowadzić także do spadku sprzedaży polskich towarów. - W przypadku podatku przychodowego bardziej opłaca się sprowadzać towary z zagranicy, które nie byłyby nim opodatkowane, niż kupować w Polsce. Poza tym skoro ten podatek jest taki dobry, to zastanówmy się, dlaczego kraje Europy Zachodniej go nie wprowadziły - podsumowuje Radosław Piekarz. Jak widać 30 proc. podwyżka płac być może i jest nośnym sloganem, jednak zagłębiając się w szczegóły, eksperci wskazują, jak dużą wydmuszką są zaproponowane rozwiązania.

Źródło: http://businessinsider.com.pl/finanse/praca/reforma-podatkowa-pis-partia-odcina-sie-od-abramowicza/ytp5x6m

Copyright 2015 abramowicz.com.pl