Adam Abramowicz: Projekt reformy rynku farmaceutycznego jest szkodliwy, uderzy w pacjenta

wprowadzana zasada, że właścicielem apteki będzie mógł być tylko farmaceuta, chęć regulacji ilości aptek oraz przypisanie ich do konkretnego adresu. Taka sytuacja może sprawić, że właściciel budynku celowo podniesie czynsz wiedząc, że farmaceuta bbędzie musiał go zapłacić bo nie będzie mógł przenieść działalności nigdzie indziej. Poza tym proszę sobie wyobrazić, że indywidualny farmaceuta z własną firmą umiera, albo ginie w tragicznych okolicznościach. Jeśli nie ma w rodzinie dziecka farmaceuty, które przejmie po nim schedę, nikt nie będzie mógł przejąć prowadzenia apteki. Co wtedy zrobi rodzina w sytuacji kiedy do spłacenia będzie milionowy kredyt? Projekt może spowodować jeszcze inne komplikacje, wynikające z rygoru konkretnej lokalizacji i oddalenia od siebie poszczególnych aptek.

Pana zdaniem nie ma pod tym względem przesady? Często na jednej ulicy w centrum większego miasta powstają prawdziwe zagłębia farmaceutyczne.

Owszem, to jest problem, ale załóżmy, że jakieś miasteczko ma 18 tys. mieszkańców, a w nim wg projektu ustawy może się znajdować sześć aptek oddalonych od siebie o minimum kilometr. Dodając do tego rygor, który zakłada, że jeden aptekarz może mieć tylko cztery punkty sprzedaży, nie trudno sobie wyobrazić sytuację, w której dwóch właścicieli monopolizuje lokalny rynek, siada wspólnie na kawie i ustala wysokość cen za leki. To scenariusz fatalny dla pacjentów.

wp
Dlaczego ministerstwo zdrowia forsuje te rozwiązania pomimo ogromnego sprzeciwu wewnątrz rządu i w środowisku farmaceutycznym? Właściwie nie spotkałem się z głosami, które chwaliłyby tę reformę.

Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Rozmawiałem na ten temat z wiceministrem zdrowia Krzysztofem Łandą m.in. podczas debaty „Polskie apteki na zakręcie”. Resort ma swoje racje i ja w większości je popieram. Jako doświadczony przedsiębiorca uważam jednak, że powinniśmy szukać innej drogi dojścia do wyznaczonych celów. Korzystne dla pacjentów i aptek proporcje na rynku można zachować poprzez inne rozwiązania niż proponuje projekt. Był moment, że minister podzielał taką opinię, ale później wrócił do popierania poselskiego projektu. Tymczasem jego zapisy - używając terminologii medycznej - leczą u pacjenta serce, ale uszkadzają mu przy tym wątrobę. Musimy działać tak, żeby do tego nie dopuścić.

Czyli jak?

Na przykład siadając z przedstawicielami sieci oraz indywidualnymi farmaceutami do wspólnego stołu w poszukiwaniu konsensusu. Wszyscy mają świadomość, że musimy uniknąć sytuacji, w której hurtownicy i monopoliści z ogromnym kapitałem będą narzucać ceny małym aptekom. „Sieciówki” nie mogą się rozwijać poza kontrolą państwa, ponieważ to zagraża konkurencyjności rynku.

Skąd założenie, że wystarczy usiąść przy wspólnym stole, aby znaleźć kompromis? Dlaczego właściciele sieci aptek mieliby się zgodzić na pana propozycje?

Jeśli ktoś ma przed sobą dwa niekorzystne rozwiązania, wybiera mniejsze zło. Jako przewodniczący parlamentarnego zespołu na rzecz wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu ekonomicznego, rozmawiałem z przedstawicielami sieci farmaceutycznych i wiem, że zgodziliby się oni na pewne ograniczenia. Po prostu nie chcą stracić tego kawałka rynku, który już jest w ich posiadaniu. Skoro ministerstwo zdrowia chce, żeby ilość tego rodzaju punktów nie rosła w dotychczasowym tempie, to jest do osiągnięcia. Tylko tak jak już mówiłem - innymi i mniej inwazyjnymi metodami. Może np. umową, że w danym rejonie na trzy apteki indywidualne, powstaje jedna sieciowa? W przypadku zapisu w projekcie o „Aptece dla aptekarza”, moje zdanie podziela również komitet ekonomiczny przy KPRM, a całościowo w podobnym duchu negatywną opinię wystawiło ministerstwo rozwoju.

Czy ta presja zmieni postawę ministra Radziwiłła?

Jestem przekonany, że ostatecznie zwycięży zdrowy rozsądek i dojdzie albo do kompleksowych zmian w projekcie albo co byłoby lepsze, do napisania nowego przy współudziale wszystkich uczestników rynku: sieci indywidualnych aptek oraz konsumentów. Liczy się cel, którym jest utrzymanie korzystnych dla rynku i pacjenta proporcji 40/60 w przypadku aptek sieciowych i indywidualnych. Tutaj wszyscy są zgodni, kwestia wyboru metod. Warto również pamiętać, że sieci aptek nie są złem wcielonym. Inaczej niż w przypadku hipermarketów, zdecydowana większość sieci aptek to polski kapitał. Projekt ustawy reformującej prawo farmaceutyczne dopiero będzie głosowany w Sejmie, jest jeszcze trochę czasu na refleksję. Nigdzie nam się w tej chwili nie spieszy, a ministerstwo zdrowia i posłowie autorzy projektu powinni wziąć pod uwagę krytyczne opinie innych resortów.

Wielu komentatorów podnosi argument, że nie da się zrozumieć reformy prawa farmaceutycznego, bez uwzględnienia walki konkurujących ze sobą lobby biznesowych. Gdzie w tym wszystkim dobro pacjenta?

To oczywiste i naturalne, że różne środowiska walczą o swoje interesy. Takie zabiegi lobbingowe, o ile znajdują się w granicach prawa, są naturalnym mechanizmem zmian rynkowych na całym świecie. Może mi pan wierzyć lub nie, ale finalnie zależy nam na dobru obywatela. Dlatego w tej chwili odbywa się debata i krytyka projektu ustawy, aby wypracować najbardziej optymalne rozwiązanie.

.Źródło:http://opinie.wp.pl/adam-abramowicz-projekt-reformy-rynku-farmaceutycznego-jest-szkodliwy-uderzy-w-pacjenta-6083571936158337a

Copyright 2015 abramowicz.com.pl