abramowicz - Adam Abramowicz: W niedziele zróbmy: sprawdzam
 
 

Adam Abramowicz: W niedziele zróbmy: sprawdzam

Teraz wchodzi w życie ustawa, gdzie jest wyraźna intencja, że chcemy, żeby pracownicy nie byli zmuszani do pracy w niedzielę. Taka jest wola parlamentu. Nie ma żadnych wątpliwości, że wykładnia prowadząca do ustalenia treści przepisu prawnego zgodnie z intencją ustawodawcy, która faktycznie przyświecała mu przy wydawaniu danego aktu, prowadzi do wniosku, że za ladą w niedzielę może stanąć tylko ktoś, kto dysponuje swoją własną wolą, czyli właściciel i jego najbliższa rodzina. Jasne są też wyjątki dotyczące stacji paliw czy punktów obsługi podróżnych na dworcach. Próba obejścia prawa jest bardzo zła. Ostrzegam przedsiębiorców, bo kary na początku wynoszą od 1 do 100 tys. zł. Za uporczywe naruszanie te kary mocno rosną.

Ktoś chce przy dworcu w galerii otworzyć kasy i zrobić z galerii poczekalnię. W ustawie jest wyraźnie napisane, że mogą być tylko operacje bezpośredniej obsługi klienta. Sprzedaż koszulek nie jest bezpośrednią obsługą.

Jeżeli przedsiębiorcy będą ciągle szukali różnych możliwości obchodzenia ustaw, to nigdy w Polsce nie dojdziemy do consensusu jakiego oczekują przedsiębiorcy. Politycy będą chcieli robić restrykcyjne ustawy z założeniem, że każde rozwiązanie prawne będzie nadużywane. Nie o to nam chodzi. Intencja jest jasna i myślę, że większość tych, którzy chcą obchodzić ustawę, jednak się do niej dostosuje.

Dajmy czas na sprawdzenie jak to wyjdzie w praktyce.

Na Zachodzie wycofują się z tego. Np. w Austrii są gigantyczne kolejki na dworcach, bo wszystko jest pozamykane, ludzie są wściekli.

U nas nie będzie wszystko pozamykane. Jeśli właściciel chce, to może stanąć za ladą i te sklepy będą otwarte. Nikt nie będzie pozbawiony chleba, mleka czy alkoholu. Po drugie: zróbmy – sprawdzam. Wprowadzamy to stopniowo i będziemy mogli za rok zobaczyć czy coś złego się stało. Nie próbujmy szukać dziury w całym, bo relacja między przedsiębiorcami a rządem powinna być partnerska.

Czyli nie powinniście wbrew nim wprowadzać takich przepisów.

To nie jest wbrew nim. Znam dużą pomorską sieć supermarketów, która cieszy się z kilku powodów z wprowadzenia wolnych niedziel. Nie mają pracowników do pracy i muszą posiłkować się głównie Ukraińcami. Po drugie zwiększa im to koszty działalności. Po trzecie sami chcą odpocząć i uważają, że pracownicy lepiej będą pracowali, gdy będą mieli wolną niedzielę. To jest sieć generująca bardzo duże obroty i znakomicie konkurująca z zachodnimi korporacjami.

Różnica jest taka, że są to ludzie stąd, właścicielami są Polacy żyjący między swoimi pracownikami. Prawie wszystkie korporacje, które się upierają przy niedzielach mają gdzie indziej akcjonariuszy. W swoich krajach jednak uznają takie prawo i nie mówią, że będą tam obchodzić i kombinować. W Niemczech nie obchodzą, a w Polsce w żaden sposób nie chcą się zgodzić na ograniczenie.

Podkreślę. Robimy eksperyment, poczekajmy na efekty. Spróbowaliśmy ze świętami i nic się nie stało. Jeśli jednak będą ogromne kolejki itd., to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jeszcze raz to przeanalizować i dostosować.

Nie wyklucza Pan nowelizacji i złagodzenia ustawy w przyszłości?

Żaden polityk nie będzie się upierał przy modelu, który źle działa. Jestem przekonany, że to zadziała, bo działa w innych państwach. Ale gdyby kasandryczne przepowiednie się spełniły zawsze można rozmawiać.

Ograniczenie jest wprowadzane ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Ludzie mogą się przyzwyczaić do zakazu, a sklepy i tak będą otwarte, bo właściciele małych sklepów je otworzą.

Solidarność zgodziłaby się na poluzowanie ograniczenia?

Gdyby się okazało, że jest to niekorzystne, to tam przecież też są ludzie rozsądni i rozumni.

Ktoś zapytał pracowników, co oni na to?

Projekt ustawy był obywatelski, podpisało się ponad pół miliona ludzi.

Ale nie pracowników sieci handlowych.

Przy każdej ustawie zawsze robię sondaż osobiście rozmawiając z ludźmi i są za tym, żeby w niedzielę można było odpocząć.

W duże sieci handlowe uderza też podatek od galerii i biur działający od 1 stycznia. Jak to się sprawdza i jaki ma cel?

Dopiero w tym miesiącu będą wpłacane lub nie zaliczki. To jest dobrze skonstruowany podatek. Pracując nad podatkiem handlowym chcieliśmy wprowadzić podobną zasadę. Nie chcemy zwiększyć podatków, tylko zmusić podmioty, które ich nie płacą. PIT i CIT tak jest skonstruowany, że zawsze można go zoptymalizować. Jak się ma dobrych prawników nie jest to trudne, a nawet bezpieczne. Okazuje się, że obroty w CIT cały czas rosną, a podatek jest cały czas na tym samym poziomie 30 mld zł, więc ktoś optymalizuje. Ten podatek wprowadziliśmy po tym jak nam UE zawiesiła podatek od handlu.

Wyrzucają nas przez drzwi, wchodzimy oknem.

Wchodzimy oknem, ale z podatkiem łatwiejszym do zaakceptowania i sprawiedliwym. Już przy podatku handlowym chcieliśmy dać podatek od przychodu, który będzie można odliczyć od CIT-u czy PIT-u. Każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą na terenie Polski korzysta z dróg, wykształconych pracowników, ochrony policji, wojska itd. Jeżeli korzysta z infrastruktury państwa powinien na to państwo łożyć.

Od wszystkich nieruchomości o wartości powyżej 10 mln zł, galerii handlowych i biurowców, będzie płacone 0,035 proc. Jeżeli ten podatek będzie niższy niż zaliczka, którą płaci się na CIT czy PIT, to nie trzeba go płacić. Efekt będzie taki, że minimalny podatek zostanie zapłacony przez wszystkich. To jest sprawiedliwe. Nie można korzystać tylko z tego, że płacą mali i średni polscy przedsiębiorcy.

Biedronka jednak płaci.

Trzeba oddać sprawiedliwość, że płacą. Nie wiem czy na pewno tyle, ile by wychodziło z podatku dochodowego. Płacą duże podatki, bo mają ogromne obroty i dochody. Trafili w rynek kupując pomysł od polskiej firmy. Jest tylko kilka takich sieci.

Ile przychodu ma dać ten podatek w skali roku?

Trudno powiedzieć. Może się okazać, że firmy jednak przestaną optymalizować, nie będzie się już to opłacać, ten podatek nie będzie ich dotyczył, a i tak cel zwiększenia wpływów z CIT zostanie osiągnięty.

Bruksela nie przyczepi się?

Na razie się nie czepia, bo jest to podatek od nieruchomości.

Celem tych działań jest ochrona polskich mniejszych przedsiębiorców, sklepikarzy itd. Jednak ich liczba gwałtownie malała w o ostatnich latach. Te działania są w stanie odwrócić ten trend, czy już się nie da tego zmienić?

Za późno te działania zostały podjęte. Nie popatrzyliśmy na skutki w innych krajach. Widać tam opustoszałe centra miast, gdzie można znaleźć tylko banki i restauracje.

Przy handlu ten trend będzie postępował. Możemy go tylko spowolnić. Są jednak przykłady mniejszych sieci lokalnych, które dają sobie radę z konkurencją.

Działania jak podatek od galerii i biur, czy ograniczenie handlu w niedzielę, nie będą zniechęcać polskich i zagranicznych inwestorów do robienia u biznesu?

Myślę, że ten podatek nikogo nie zniechęci. Polska jest szybko rozwijającym się krajem, inwestorzy walą do nas drzwiami i oknami. Pierwsze polityczne zniechęcanie okazało się nieskuteczne. Polska jest krajem do robienia dobrych biznesów.

Niebawem Polska będzie jedną wielką strefą ekonomiczną. Wszystkie ulgi, które dzisiaj obowiązują tylko w pewnych miejscach, będą rozciągnięte na całą Polskę.

Do Polski będą napływać inwestycje, nie mam żadnych wątpliwości.

Źródło: http://www.rp.pl/Gospodarka/303019892-RZECZoBIZNESIE-Adam-Abramowicz-W-niedziele-zrobmy-sprawdzam.html

Copyright 2015 abramowicz.com.pl