abramowicz - Adam Abramowicz: Nie chcemy pracować w niedzielę, gdy Niemcy odpoczywają
 
 

Adam Abramowicz: Nie chcemy pracować w niedzielę, gdy Niemcy odpoczywają

Komisja Krajowa Solidarności oświadczyła, że oczekuje spełnienia obietnic i wprowadzenia ograniczenia we wszystkie niedziele.
Wygląda na to, że po poprawkach teraz na stole leży projekt z dwiema niedzielami z ograniczeniem i dwiema bez ograniczeń.
Czemu upierają się przy czterech?
To jest pytanie do Solidarności. Idąc myśleniem związkowym, obiecali wszystkie niedziele wolne, pod takim projektem się podpisywali pracownicy i 0,5 mln Polaków, więc chcą mieć takie rozwiązanie a nie inne. Ale w sejmie musimy zważać racje wszystkich stron.
Właśnie, są też ludzie, którzy chcą pracować w niedzielę i nie są tym zainteresowani.
Takich można by było policzyć na palcach dwóch rąk.
Dlaczego?
Polacy zmienili swoje nastawienie do pracy. Dawniej była tylko praca, praca, praca i zarabianie pieniędzy, teraz jest zmiana, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Oni nie chcą pracować przez 7 dni, nie chcą pracować w weekendy. 51 proc. Polaków dzisiaj chce ograniczenia handlu we wszystkie niedziele. To jest duża zmiana na plus. Ludzie patrzą na kraje Europy Zachodniej, na Niemcy, Austrię, Francję, gdzie już w sobotę od godziny 14-16 wszystkie sklepy są zamknięte.
Chcą takich samych rozwiązań w Polsce.
W supermarketach często słychać język ukraińskich wśród pracowników. Oni chcą pracować w niedziele i zarobić więcej dla rodzin.
To obala argumenty, iż będą zwolnienia po wprowadzeniu ograniczeń pracy w niedzielę. Dzisiaj pracowników w handlu nie ma. Ograniczenie w handlu nie spowoduje zwolnień. Być może część przyjeżdżających z zagranicy będzie miała lekki problem.
Przyjezdni na granicach Litwy, Białorusi czy Niemiec często „wykupują" nasze sklepy w weekendy.
Polacy pytają się dlaczego mają pracować w niedzielę, skoro Niemcy odpoczywają. Dlaczego mamy im robić dobrze.
Bo zarabiamy na tym.
Zarobimy od poniedziałku do soboty. Skoro u nich pracownicy w handlu mają wolne niedziele i pół soboty, to niech także te koncerny niemiecki i francuskie, które mają u nas supermarkety patrzą na polskich pracowników. Tam mają wolne, niech i naszym dadzą odpocząć.
Paradoksalnie dużo sklepów zarobi na tym, bo koszty będą mniejsze. Właściciele sieci sklepów z wędliną i mięsem, które muszą otwierać w niedzielę, bo mają takie umowy z galeriami, dokładają do interesu. Jest wiele takich branż.
Dlaczego?
Bo Polacy w niedzielę nie kupują akurat takich artykułów.
Są pomysły, żeby sklepy były czynne w niedziele, ale pracownicy mieliby prawo do dwóch wolnych niedziel w miesiącu.
To nie jest to samo. Tylko w 2 krajach starej unii, Portugalii i Irlandii, jest brak jakichkolwiek ograniczeń. Tam jednak takich wytrychów się nie stosuje. Po drugie to grozi obniżeniem wynagrodzeń pracownikom, którzy będą pracowali w inne dni tygodnia. To jest niepotrzebna kombinacja.
9 lat temu ograniczono handel w dni świąteczne.
To był szok, ale ludzie się przyzwyczaili. Nikt teraz nie mówi, że komuś to utrudnia.
Ograniczmy handel albo we wszystkie niedziele, albo jeżeli chcemy spróbować jaki będzie efekt w wybrane.
Czyli dwa dni robocze i dwa wolne to najbardziej prawdopodobne rozwiązanie.
Wygląda na to, że tak będzie i wyjdzie to z komisji. Jeszcze będzie można poprawiać w sejmie, ale raczej klamka zapadnie.
A co z wyłączeniami, np. centra logistyczne?
Centra logistyczne mogą być spokojne. Nie można całkowicie załamać całego cyklu handlowe. Sprzedaż w sobotę na pewno wzrośnie, więc w poniedziałek mielibyśmy puste sklepy.
Na stacji benzynowej jest tylko ograniczenie sklepu, który może być przy stacji. Podobnie z hotelami. Jest bardzo dużo wyjątków w tej ustawie.
W Austrii można sprzedawać na dworcach. W niedziele jest tam tłum i kolejki. Podobnie może być u nas?
Wspomniany przykład ograniczenia handlu w święta. Nic takiego się nie dzieje. Część małych sklepów jest otwarta, Polacy się przyzwyczaili. Przyzwyczają się i do tego. To jest tylko kwestia zorganizowania sobie tygodnia.
PiS w tej sprawie jest monolitem?
Są różnice zdań. Badania społeczeństwa pokazują 51 proc. za ograniczeniem, 49 proc. przeciwko. W klubie jest podobne odbicie.
Rosną zwolennicy zamykania.
Zmienia się nastawienie Polaków. Nie chcą życia przeznaczać na pracę. Chcą także planować odpoczynek. W klubie jest większość za ograniczeniem we wszystkie niedziele. Ale argumenty przeciwników spowodowały, że przez 2 wolne niedziele sprawdzimy empirycznie jak się zachowa rynek i budżet.
Zagrożeniem dla handlu był też podatek handlowy. Sprawa trochę ucichła. Powinniśmy o tym już zapomnieć?
Konstrukcja podatku z dużą progresją, którą zablokowała Komisja Europejska mogła być zagrożeniem. My proponowaliśmy stawkę bez progresji, z dużym zwolnieniem.
Gdyby ten projekt poszedł do Brukseli dałoby się go obronić. W tej chwili projekt leży na półce, a premier Morawiecki przedłuża memorandum na jego działanie. Nie wiem jaka będzie decyzja rządu. Teraz jest pomysł opodatkowania galerii handlowych od nieruchomości.
Dzieje się.
Jak się popatrzy jak płacą sieci handlowe podatek w Polsce, to widać, że nie płacą. Są tylko 2 sieci dyskontowe, które płacą. Pozostałe od lat twierdzą, że cały czas inwestują i nie mają pieniędzy. Nie można korzystać z naszej infrastruktury, policji, wojska, ochrony, wykształconych pracowników i mówić, że się cały czas ma straty i prowadzi działalność charytatywną. Stąd pomysły, żeby wprowadzić podatek przychodowy, którego się nie da uniknąć.
Na półce jest też rozwiązanie "Małe przychody – mały ZUS". Czeka na nie ponad 400 tys. firm, które mają przychody do 5 tys. zł.
Ten pomysł premier Morawiecki przyjął do swojego Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, ogłosił to, Ministerstwo Rozwoju napisało ustawę, która przeszła konsultację resortowe i poszła do rządu. Tam utknęła.
Dlaczego? To chyba nie są duże koszty dla państwa?
Policzone koszty firm, które są dzisiaj zarejestrowane to 200 mln zł. GUS twierdzi, że jest jeszcze 600 tys. pracujących w szarej strefie. Jest tam wielu takich, którzy nie są w stanie zapłacić 1200 zł ryczałtu i mogliby wrócić do systemu. Teraz są zarejestrowani w urzędach pracy i z naszych podatków są im płacone składki zdrowotne.
Próbą przyspieszenia prac nad tą ustawą było przejęcie tego projektu przez premiera Gowina. Ogłosił, że jest zgoda prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby projekt wszedł w życie. Myślę, że Gowin doprowadzi do tego, żeby ten projekt wszedł szybko w życie. Rząd zapowiada, że będzie to dopiero w 2019 r. Nie widzę przeszkód, żeby nie mógł wejść w życie od 1 stycznie 2018 r.
Dlaczego mały ZUS ma być od przychodów a nie dochodów?
Ta zmiana byłaby pierwszym krokiem. Myślę, że nad zmianami dla przedsiębiorców o małym dochodzi też będziemy pracować.
200 mln zł. to nie tak dużo w porównaniu do kosztów innych wydatków socjalnych jak 500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego. Rząd nie jest za bardzo rozrzutny? Premier Morawiecki mówił, że trzykrotnie wzrosły, w porównaniu do poprzedników, wydatki socjalne. Nie szalejemy za bardzo?
To jest kwestia polityki. PiS obiecało te reformy w kampanii wyborczej. Było wiadomo, że to będzie za sobą pociągało duże wydatki budżetowe. Wtedy nikt nie wierzył, że to się uda wprowadzić.
Jak przyjdzie pogorszenie koniunktury, spadną nagle przychody, co wtedy?
To jest pewien wybór. Tak jak w gospodarstwie domowym: czy zaciskać pasa przez trzy czwarte życia i bezpiecznie spędzić starość, czy trochę zaszaleć. Polacy już nie chcą słuchać, że całe życie mają ciężko pracować i nigdy nie używać owoców swojej pracy. Podniesienie wieku emerytalnego w dużej mierze zdecydowało, że Platforma przegrała. Ludzi jednak chcą przechodzić na emeryturę i jeszcze trochę pożyć. Realizujemy obietnice wyborcze, poprzez działania Ministerstwa Finansów w pewnym bezpieczeństwie. Zaplanowany deficyt budżetowy nie wzrośnie, a to jest sztuka.
Gdyby sytuacja gospodarcza się pogorszyła to deficyt by eksplodował przy tak napompowanych wydatkach.
To prawda, ale okazuje się, że można jednak uszczelnić system podatkowy, złodziei, którzy okradali na paliwach pogonić, i realizować również te duże projekty.
Dużym projektem może być połączenie Lotosu z Orlenem. To miałoby sens?
Połączenie Lotosu z Orlenem to pomysł na to, żeby wzmocnić pozycję międzynarodową naszego czempiona i możliwości ekspansji poza Polskę.
Dwie małe firmy nie stworzą zaraz giganta. Na tle światowym nie są to wielkie firmy.
Na światowym nie, ale na rynku europejskim byłby to znaczący gracz.
Konkurencja na rynku krajowym nie osłabnie?
Właścicielem jednej i drugiej firmy jest państwo. Jeśli państwo zdecyduje o polityce cenowej w hurcie to ona jest realizowana. Przydałby się duży gracz prywatny, ale w tej chwili na tym rynku niewiele jest miejsca.

Źródło: http://www.rp.pl/Handel/310269893-RZECZoBIZNESIE-Adam-Abramowicz-Nie-chcemy-pracowac-w-niedziele-gdy-Niemcy-odpoczywaja.html

Copyright 2015 abramowicz.com.pl